Finisz kampanii prezydenckiej w Polsce. Eksperci starannie analizują każdy krok, sondażownie ciszej niż zwykle kreślą słupki poparcia kandydata, uzależnieni od polityki obywatele komentują ostatnie doniesienia a kandydaci przekrzykują się w obietnicach i łapią ostatnie możliwe głosy.
Nie będę wpisywał się w malkontencki ton niektórych komentatorów, krytykujących obecną kampanię i uważających, że była nudna jak flaki z olejem. Wyścig prezydencki jak to wyścig w erze postpolityki. Zero konkretów, abstrakcyjność wypowiedzi, narzucone opowieści o samym sobie i wytarte slogany. Norma. Wybory prezydenckie tak naprawdę są wyborami parlamentarnymi. Duch wojenny na linii PiS-PO jest wiecznie żywy i z naszej polityki nie zniknie przez kilka może kilkanaście następnych lat.
Jakie wnioski możemy wyciągnąć po wydarzeniach z ostatnich tygodni.
Platformiane kompetencje
Komorowski przyczynił się doskonale do obalenia mitu na temat kompetencji i fachowości partii rządzącej. Nieskończona ilość wpadek, opieranie się jedynie o wyuczone slogany typu: „Polska jest jedna”, „Nie dzielimy Polaków”, „Mam pięcioro dzieci” czy „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje” potwierdza, że Platforma to partia, nie mająca żadnego pomysłu na rządzenie. Ba, wśród wydawać by się mogło świetnych ekspertów pijarowskich nie znaleziono żadnej koncepcji na kampanię. Sztab Platformy był zagubiony, nie miał żadnego planu. Zaryzykuję stwierdzenie, że był gotowy jedynie na batalię ze zmarłym prezydentem Lechem Kaczyńskim, w której wyśmiałby Borubarów, odwrócony szalik i reklamówkę Marii Kaczyńskiej, czym zyskałby przychylność tłumów. Tymczasem zmieniły się warunki polityczne. Kandydat PiS złagodniał, przekształcił swój wizerunek i pomimo wszelkich lamentów o niewiarygodności takiej postawy jego otoczenie, a także on sam świetnie sprawdzili się w roli „tych, szukających kompromisu i pokoju”.
Demokracja sondażowa
SMG/KRC, rozwijane przez złośliwych jako „Sondaże Mamy Gówniane/ Komorowski Raczej Cienko”, to ośrodek badania opinii publicznej, który dzięki kampanii prezydenckiej stanie się symbolem demokracji sondażowej w Polsce. Każda szanująca się sondażownia, w każdym normalnym kraju nigdy nie pozwoliłaby sobie na badanie wyników wyborów na podstawie sondażu telefonicznego przeprowadzonego na próbce, liczącej tysiąc osób. W każdym normalnym systemie taka firma zeszłaby na margines w tym biznesie, ale nie u nas. TVN24 jeszcze dzisiaj zaserwuje nam solidny sondaż SMG/KRC, co by nie zostawić wyborców samych sobie i ukierunkować ich niedzielne działania. Kto kiedykolwiek łudził się, że, jak stwierdził Wajda „przyjazne media”, próbują być obiektywne, ten może sobie pogratulować naiwności i wiary w towarzyszy ITI. Mistrzostwem rzetelności dziennikarskiej może być relacja live z wieczoru wyborczego prowadzona przez redaktora Pacewicza z Gazety Wyborczej. Świetny materiał na dobry kabaret. Ku zdziwieniu salonowych dziennikarzy to sondaż TNS OBOP na zlecenie najbardziej upartyjnionej, „PiSowskiej telewizji” był niemal perfekcyjny. To kolejny argument dla tych, którzy twierdzą, że w naszym medialnym matriksie nie potrzebna jest nam przeciwwaga dla TVN, Polsat, GW czy RMF FM.
Winnerzy i Looserzy so far
Bez względu na wyniki wyborów numerem jeden tej kampanii jest dla mnie Pani Joanna Kluzik-Rostkowska. Od dawna twierdzę, że był to złoty strzał Jarosława Kaczyńskiego. Nie porównuję jej nawet do Sławomira Nowaka, co z racji pełnionych funkcji byłoby zrozumiałe, jednak w tym przypadku nie mogę doszukać się żadnych punktów do komparatystyki. Polityczna klasa, stanowczość przy jednoczesnym użyciu nieagresywnego języka oraz walory estetyczne w brutalnym męskim świecie polityki to wspaniała reklama płci pięknej. Bez parytetów, na równych zasadach. Razem z panią Jakubiak mogą zmienić oblicze naszej rzeczywistości politycznej, która zdominowana była przez „twarde kobiety” adaptujące się do zwariowanej, irracjonalnej agresywnej retoryki. Na drugim biegunie należy umieścić największego przegranego tej kampanii, czyli Sławomira Nowaka. Jeśli mając taką sytuację wyjściową, takie narzędzia i taką przychylność mediów Bronisław Komorowski przegra te wybory, to pozycja Nowaka w Platformie może zostać poważnie zakwestionowana. Jak do tej pory Nowak był niczym Simon Amman w skokach narciarskich. Potrafił fenomenalnie wykorzystać aktualne wiatry w polityce i ustawiał się tam, gdzie powinien, robiąc bardzo szybką karierę. Potencjalna klęska Komorowskiego może zrzucić go na polityczną bulę, z której ciężko będzie mu się podnieść. Kampania prezydencka ostatecznie zepchnęła w polityczne czeluści tych, którzy już dawno powinni zejść ze sceny. Mam tutaj na myśli Władysława Bartoszewskiego, który swoją „nekrofilią” zniesmaczył nawet najbardziej bezkrytyczną masę Platformerską . Podobnie jest w przypadku flirtującego od dawna z polityką artysty Zbigniewa Hołdysa. W przypadku tych panów należy jedynie spuścić zasłonę milczenia. Polska debata publiczna, pomimo wysokiego stopnia schamowacenia (mam nadzieję, że mówimy o czasach przed 10.04) posiada jednak jakieś dopuszczalne granice. Są oczywiście osoby, które dyskusje o polityce chcieliby zdegrengolować do poziomu rynsztoka, tak jak chociażby Janusz Palikot, ale trzeba mieć nadzieję na to, że media w końcu zaprzestaną promocji tego megalomańskiego polityka i wibratory czy skoczne piosenki nie zmienią ich stanowiska wobec tego Pana.
Polityczny swing
Jeśli Platforma mogła wyciągnąć jakieś wnioski po swoich ostatnich zwycięstwach wyborczych to jeden, jedyny wysuwa się tutaj na pierwszy plan: „nie bądź tak agresywny jak PiS, bo ludzie tego nie lubią”. Jak widać sztab PO dość, że nie potrafił utrzymać swojego wizerunku „kompromisowej, łagodnej partii” będącej alternatywą dla „szukających spisku, agresywnych i butnych PiSowców” to zmienił się w swojego konkurenta. Retoryka używana przez polityków Platformy (pomijając tutaj kwestie merytoryczne) jest taka sama, jak jeszcze do niedawna używana forma dyskusji stosowna przez PiSowców. PiS i PO, co wydawało się niewiarygodne, zamieniły się swoimi rolami. Kwestią dyskusyjną jest to, czy Platforma rzeczywiście się zmieniła, czy jedynie straciła swojego największego wroga, który zmienił taktykę i przeszedł do bardzo dobrze opracowanej defensywy. Przenosząc kampanię wyborczą na boisko piłkarskie zobrazowałbym to następująco. Platforma raz po raz atakuje, zawodnicy tej drużyny nie przebierają w środkach, grają ostro, łapiąc przy tym żółte kartoniki. Trener Tusk raczej bez reakcji ogląda to widowisko, czasami pokrzykując i zachęcając do kontynuacji takiego stylu gry. Obraz drugiej połowy nie zmienił się, pogawędki w szatni również nie pomogły ofensywnie nastawionej drużyny. Rozgrywający Nowak próbuje przejąć ciężar gry na swoje barki, jednak na tablicy wyników nadal widnieje wynik remisowy. Po zmasowanych atakach, zawodnicy Prawa i Sprawiedliwości kilka chwil przed końcowym gwizdkiem przejmują inicjatywę i strzelają zwycięską bramkę zmęczonym, zrezygnowanym Platformersom.
Dlaczego Kaczyński zgarnie całą pulę?
Komorowski przekonał wszystkich wyborców, że nie można na niego głosować, ot tak z czystego przekonania. Muszą się za tym kryć negatywne emocji w stosunku do konkurenta. Pomijając wszelkie aspekty typu wakacyjne wyjazdy (w większości) elektoratu PO i inne czynniki niesprzyjające Platformie to należy zwrócić uwagę na jeden z najważniejszych. Mobilizacje elektoratów. Jarosław Kaczyński szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach nie ma z tym żadnego problemu. Kto zawsze na niego głosował, to również zagłosuje i tym razem. Natomiast mobilizacja elektoratu BK opiera się głównie o głosy antywyborców. Nielubiany Kaczor nie był jednak w tej kampanii tak agresywny jak zwykle. Nie zasłużył, więc na „skopanie tyłka” przy urnie. Jeśli wziąć pod uwagę wyborców niezależnych to po pierwsze Kaczyński wygrał zdecydowanie ostatnią debatę, a po drugie pozytywny trend Kaczyńskiego w ostatnich dniach może stać się falą, która poniesie tzw. independents.
Wszystko wskazuje na to, że wkrótce ujrzymy piękny widok Kaczyńskiego składającego przysięgę przed marszałkiem Sejmu czyli … Bronisławem Komorowskim, czego sobie i wszystkim innym PiSowcom serdecznie życzę.